Dylan for Dummies

Bob Dylan jest oczywiście ikoną muzyki, poza tym, że z jakiegoś powodu również noblistą. Jego postać jest na tyle ciekawa, że można zaryzykować krótki wpis przybliżający jego osobę bez ujmowania artyście niczego, co słusznie do niego należy.

Dla mnie Bob Dylan był zagadką pomimo obejrzenia kilku filmów, zgłębienia licznych tekstów i wypowiedzi, aż do dnia, w którym przyjrzałam się, co się działo przy okazji przygotowywania płyty „Oh Mercy” w roku 1989. To ważny rok dla naszej części świata; warto wiedzieć, co się działo wówczas w głowie amerykańskiego pieśniarza.

W 1987 roku Bob Dylan był rekonwalescentem z powodu wypadku, w którym mocno ucierpiała jego ręka. Dawno minęły czasy, kiedy odnajdował właściwe słowa i melodie dla wyrażenia buntu młodego pokolenia (przy okazji zaciekle się broniąc przed mianem „wymyślonej głowy państwa położonego nie wiadomo gdzie”), minęły czasy, kiedy interesował go amerykański folk, koncerty nie inspirowały do pisania takich kawałków, jak Like a Rolling Stone („Nie znajdowałem żadnej inspiracji, żadnego natchnienia. Cokolwiek zaczynałem, karlało i rozpływało się”).(1) Głos zmienił się Dylanowi na tyle, że musiał poszukać nowych technik śpiewania. W wyniku jakiegoś błędu zatonął jacht Dylana, na którym z rodziną zdążył zwiedzić wszystkie wyspy Karaibów. W takim układzie można powiedzieć, że artystę męczyły „problemy pierwszego świata” – brak wyniszczających nałogów, kochająca rodzina, stabilizacja finansowa, znajomość z większością znaczących muzyków anglojęzycznego świata. Myślał o wejściu do świata biznesu, do muzyki się już nie nadawał.

Dylan pisze w Kronikach: „Aż którejś nocy, gdy wszyscy już spali, usiadłem w kuchni. Za oknem pustka, stop spowity połyskliwym welonem światła. I wszystko się odmieniło. Napisałem mniej więcej dwadzieścia stron piosenki zatytułowanej Political World. (…) Piosenki są jak sny, a człowiek stara się je urzeczywistnić. (…) Toczyła się gorąca kampania prezydencka – trudno było o niej nie słyszeć.”.

Piosenka Political World została ostatecznie nagrana z Danielem Lanois, do którego Dylan zwrócił się za poleceniem Bono z zespołu U2. W Kronikach za to znakomite polecenie odwdzięcza się Bono zdaniem „Gdyby Bono przybył do Ameryki na początku stulecia, zostałby gliniarzem”.(2) Ze spotkania Boba Dylana z Danielem Lanois znamy takie szczegóły, jak to, że Lanois był tak samo ubrany wówczas, jak ubiera się dziś (styl noir) oraz, że pił piwo, podczas gdy Dylan zamówił aspirynę i coca-colę. Ten typowy dla Dylana zabieg dywersyjny (powodujący, że zastanawiamy się, czy rzeczywiście istnieją na świecie knajpy podające aspirynę, zamiast skupiać na istocie spotkania) jest niezmiennie obecny w całym opisie odnalezienia przez Dylana jego twórczej iskry.

Political World i inne piosenki z płyty Oh Mercy były nagrywane w Nowym Orleanie i podobno głównie nocami. Daniel Lanois miał w sukcesie tej produkcji ogromny udział. Jak przyznał w jednym z wywiadów (niżej), Lanois poświęca się zadaniu, co dziś jest rzadkością i czego jednocześnie „nikomu by nie życzył”. Piosenka Political World została ostatecznie nagrana w stylu funk, w którym dobrze czuł się Lanois: „Próbowaliśmy Political World na rozmaite sposoby, za każdym razem droga wiodła donikąd. (…) Czas płynął. W którymś momencie Lanois ofiarował się do funky – brzmiała mu w uszach jedna z fraz Masona i zdecydował właśnie na niej oprzeć cały utwór. (…) Próbowałem rozszyfrować rzeczywistość, która świtała Danny’emu w głowie”.(3)

Po kilku takich nagraniowych sukcesach w studiu, Dylan wreszcie podsumował: „Lanois (…) [o]kazał się więcej niż akustykiem. Był jak lekarz postępujący według zasad sztuki.”. Cały proces wychodzenia przez Dylana z kryzysu twórczej zapaści, krótki, bo znajdujący się na najwyżej parudziesięciu stronach, mógłby być podręcznikiem dla wszystkich, którzy niesłusznie upierają się, że „kiedyś było lepiej”, a my się musimy tylko „bardziej starać, aby było jak kiedyś”.

Jedna ze zwrotek Political World brzmi (tłumaczenie moje, rymy pominięte): „Żyjemy w politycznym świecie / Odwaga odeszła w niepamięć / W domach straszy / Dzieci niechciane / Jutrzejszy dzień może być twoim ostatnim”.

Obsesyjne porównywanie obecnych dokonań z tymi dokonanymi w przeszłości nie prowadzi do odnalezienia głosu właściwego dla czasów obecnych, a może w najlepszym razie skończyć się melancholią (szczęśliwie, Dylan nie miał słabości do żadnych szczególnych używek). Brzmi to dość trywialnie, ale przecież to niewielu muzykom – nawet niewielu ludziom w ogóle – kiedykolwiek się udało. Polecam oczywiście Kroniki Dylana, bo jest tam znacznie więcej faktów nadających się do podobnych obserwacji – i polecam nie tylko muzykom.

(1) Bob Dylan, Moje kroniki, t. 1, Wrocław 2006, s. 91.
(2) tamże, s. 108.
(3) tamże, s. 113.