Ostatnie takty

Jest naturalne w życiu muzyków, że tworzą i nagrywają. Każda kolejna nagrana piosenka może być tą ostatnią. Jeśli odejdą nagle, takie utwory nabierają nieplanowanych znaczeń i kontekstów.

Podobnie niepokojącym utworem, jak w przypadku „Śmierć na pięć” Grzegorza Ciechowskiego, była „Spocząć” Anny Jantar (nie wklejam jej z powodu braku oficjalnego kanału cyfrowego zmarłej tragicznie artystki).

Na mojej playliście muzycznej szczególne miejsce zajmują jeszcze dwie inne piosenki. Historię pierwszej z nich warto znać, aby nie popełnić gafy.

Ten utwór był ostatnim nagranym przez czarnoskórego artystę amerykańskiego Sama Cooke, który krótko potem został śmiertelnie postrzelony w Los Angeles. Singiel został rozpowszechniony dwa tygodnie po jego śmierci, w styczniu 1965 r. Tekst opowiada o doświadczeniu segregacji rasowej, która w latach 50 i 60 w Stanach Zjednoczonych doprowadziła do powszechnego oporu i powstania m.in. Ruchu Praw Obywatelskich (Civil Rights Movement) oraz ostatecznie do zdecydowanych zmian w amerykańskim prawie. „A Change is Gonna Come” stało się jednym z hymnów tego ruchu. Jeśli wczytać się we wspomnienia dotyczące tworzenia tej produkcji, okazuje się, że sam artysta miał wrażenie, że nie powinien wykonywać jej ponownie, a sam proces komponowania i nagrywania opisywał jako bardzo odmienny od tego, który znał. (1)

Innym przykładem ostatniej produkcji zza oceanu jest „(Sittin’ On) The Dock Of The Bay”. Autor i wykonawca tej kompozycji, Otis Redding, zmarł w wypadku samolotu w 1967 r. niedługo po nagraniu. Źródła podają, że ta piosenka jest pierwszym singlem pośmiertnym, który znalazł się na szczycie amerykańskich list przebojów. (2)

 

(1) https://en.wikipedia.org/wiki/A_Change_Is_Gonna_Come

(2) https://en.wikipedia.org/wiki/(Sittin’_On)_The_Dock_of_the_Bay