Wpis 1.0 – o austriackich stokach

Wpis 1.0 – o austriackich stokach

Wpis ten będzie porównaniem utworów muzycznych, kilku dobrych i jednego marnego.


Zacznę od produkcji złej, jaką jest utwór „Perfect” Eda Sheerana. Sheeran jest dobrym muzykiem, choć z jakiegoś powodu jego najlepszy (moim zdaniem) utwór, „Shape of You”, nie był przez niego stworzony w pojedynkę. Jest też niewątpliwie świetnym wykonawcą. W kontekście „Perfect” deklaruje, że chciał stworzyć „najlepszą piosenkę o miłości w swojej karierze”, a nawet „coś lepszego niż „Thinking Out Loud”” (źródło: Wikipedia, wywiad z Zane Lowe z 3 lutego 2017 r.).

Jak czytamy dalej w Wikipedii, sposób, w jaki utwór został nagrany, realizował ostatnie przedśmiertne życzenie babci Eda Sheerana i jego brata Matthew Sheerana… Tym samym mamy pierwszy element wplecionej w produkcję muzyczną historii osobistej. Ten zabieg, charakterystyczny u Sheerana, powinien nas, zakładam, głęboko wzruszyć. Drugi wątek osobisty to historia opisana w samej piosence. Jeśli wierzyć Wikipedii, Sheeran miał napisać piosenkę o znajomości z konkretną osobą: Cherry Seaborn, koleżanką, którą znał w dzieciństwie i znów spotkał w życiu dorosłym. W oficjalnym teledysku obiekt miłości Sheerana został zagrany przez roześmianą Zoey Deutch.

Śledzący karierę Eda Sheerana widzieli już w teledyskach niejedną artystkę czy sportsmenkę odgrywającą obiekt jego wielkiej i prawdziwej miłości… Nie powinniśmy już więc czuć dysonansu na linii „opowieść o prawdziwym uczuciu artysty” versus „kolejna prześliczna aktorka”. Prawdziwej miłości nigdy zbyt wiele.

Słowa „Perfect” nie zawierają nic oryginalnego, a sam utwór nie jest poetycki. Jest po prostu opisem stanu rzeczy: „zakochałem się”, „znam ją od dzieciństwa”, „w przeszłości też nas coś łączyło”, „jest piękna i słodka”, „silniejsza niż ktokolwiek, kogo znam”, „dzieli ze mną marzenia”, „jest aniołem” i „słuchamy naszej ulubionej piosenki”, a do tego muzyk dorzucił opisy rozmaitych czułości. Aha, i oczywiście obiekt miłości Sheerana wygląda idealnie (perfect).

Muzycznie jest to niestety utwór bardzo słaby – przypomina połączenie hymnu narodowego z reklamą czekolady. Słychać w nim, że został skomponowany najprawdopodobniej przy pianinie (następujące po sobie sąsiednie tony lub powtórzenia tego samego dźwięku w charakterystycznym, klawiszowym stylu, tworzą praktycznie całą melodię). Rytm wybijany raz efektem „klaskania”, a potem jakimś efektem perkusyjnym jest w moim odczuciu co najmniej męczący. Piosenka napisana jest na coś, co znamy ze szkolnych imprez jako tzw. wolne tańce. Smyczki w tle dodają – bardzo niewiele. Utwór ratuje efektowny i oswojony wśród słuchaczy Sheerana styl śpiewania. Inaczej w piosence nie byłoby praktycznie czego słuchać.

Gdyby „Perfect” kończyło się na piosence, pewnie bym do tego tekstu nie usiadła. Teledysk do „Perfect” tworzy jednak zupełnie nową kategorię powierzchowności. W historii, którą opowiada, wyraźnie nawiązuje do „Last Christmas” zespołu „Wham!” (George’a Michaela). W obu przypadkach widzimy bowiem grupkę ludzi bawiącą się w wysokich górach. Ujęcia gór z „Perfect” wypadają zdecydowanie lepiej, ale trzeba pamiętać, że utwory dzielą całe generacje rozwoju technologii.

„Perfect” zaczyna się sceną z górami i pociągiem (przypominającym nieco scenę z Harrego Pottera), po czym następuje podobna jak w „Last Christmas” opowieść o górskim kurorcie, nartach i świetnej zabawie. Różnica jest nie tylko w jakości muzycznej samego utworu – „Last Christmas” nieodżałowanego George’a Michaela może irytować wszechobecnością w grudniu każdego roku, ale muzycznie to małe popowe arcydzieło.

Od strony wizualnej, w przeciwieństwie do „Last Christmas”, u Sheerana śnieg nie zasłania nam wszystkich scen kręconych na zewnątrz. Mamy za to efektowne nocne zjazdy z racami i przegląd pozostałych atrakcji austriackich stoków. Dzięki temu teledysk Sheerana bardzo przypomina reklamę kurortu, w którym został nakręcony. Pod teledyskiem przeczytamy natomiast: „Special Thanks to: The Hintertux Glacier, Austria; Hohenhaus Tenne, and Hotel Neuhintertux”. Po wielokrotnym obejrzeniu tego teledysku umacniam się w przekonaniu, że w istocie rzeczy utwór ten nie jest niczym więcej, niż reklamą austriackiej turystyki. Zasięg tej reklamy jest istotnie imponujący. Teledysk zaś zwieńcza thumbnail z małym rudym kotem.

Jest pewnie naiwnością łudzić się, że artysta o takim zasięgu jak Sheeran mógłby bez szkody dla siebie i swoich sponsorów pogodzić popularność z jakimkolwiek społecznie istotnym problemem, zamiast produkować teledysk, który nic do kultury nie wnosi. Teledysk do „Perfect” opowiada tylko o szczęściu Sheerana w miłości i o luksusie, który jest jego udziałem. Nie ma sensu czynić porównań z zaangażowanymi muzykami popowymi takimi jak Michael Jackson, bo to inna szarża. Widzę jednak głęboką ułomność w video prezentującym austriacki lodowiec w czasach, w których zaczynamy mierzyć się ze skutkami globalnego ocieplenia i co rano sprawdzamy poziom smogu w swoich miastach. Słowa „I have faith in what I see” (mam wiarę, w to, co widzę) mogłyby fajnie zabrzmieć, gdybyśmy opowiadali o nieoczekiwanym akcie dobroci. Tutaj pojawiają się tylko w kontekście Sheerana milionera w górach z ładną dziewczyną.

Medialna opowieść o tworzeniu „Perfect” przesiąknięta jest osobistymi zwierzeniami rodziny i znajomych Sheerana, już po raz kolejny i wręcz do znudzenia. Choć nie jestem przeciwniczką osobistych elementów w sztuce (o czym za chwilę), cały ten obrazek wydaje mi się żenujący. Utwór nie wzrusza ani nie wpada w ucho. Obyśmy zapomnieli o tej piosence jak najszybciej, a zamiast tego włączmy na przykład „Hello” Lionela Richie – jako ballada o miłości zupełnie wystarczy.


Dla porównania warto spojrzeć na inny, znacznie starszy utwór: „Look What They’ve Done To My Song” (1970). Melanie Safka opowiada tam osobistą historię o doświadczeniu pracy w show-businessie. Oryginalnie był śpiewany po angielsku i francusku, z gitarą, ale doczekał się wykonań innych znakomitych artystów (Ray Charles, Nina Simone, ostatnio świetne wykonanie Miley Cyrus).

Kolejni podejmujący się tego utworu artyści skarżą się matce: „zobacz, co oni zrobili mojej piosence”. A przecież piosenka to jedyna rzecz, którą robią chociaż w połowie dobrze. Ci inni zrobili coś też ich umysłom – teraz czują się na w pół szaleni. Jest jednak coś dobrego – jeśli ludzie tak chętnie kupują łzy, to będziemy bogaci. Zapakowali piosenkę w plastikową torebkę i wywrócili. Pod koniec utworu można pomylić słowo „song” (piosenka) ze słowem „soul” (dusza). To prosty, ale poważny tekst.

Chociaż opowieść przedstawiona w tej piosence jest osobista, jest także ponadczasowa i łączy kolejne pokolenia wykonawców, którzy odnajdują w niej swoje własne doświadczenie. Bardzo daleko do takiego przekazu piosence Sheerana udekorowanej austriackimi stokami.


Wypowiadam się kategorycznie, ale nie wiem o muzyce wszystkiego – zachęcam do dyskusji z tekstem na Twitterze.