Posybilizm w czasach zarazy

By Gapminder Foundation – Why we wrote Factfulness, CC BY 3.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=78259499

Jakiś czas temu przeczytałam Factfulness Hansa Roslinga, Ola Roslinga i Anny Rosling Ronnlund (stanowczo za długo po tym, jak mi tę książkę polecano, ale w sam raz na epidemię). W książce tej można poczytać nie tylko o danych dotyczących populacji i ich pozytywnych tendencjach, ale także o doświadczeniach Hansa Roslinga z groźnymi epidemiami. Walcząc ze sztywnymi stereotypami myślenia, Hans Rosling ukuł zresztą kilka terminów, w tym factfulness (o tym jest cała książka) i posybilizm.

Posybilizm ma tym odróżniać się od optymizmu, że opierając się na danych widzimy możliwości i zagrożenia takimi, jakie one są. Rozwiązywanie problemów postrzegamy jako możliwość i szansę – bez lukrowania rzeczywistości, ale i bez odrzucania istnienia pozytywnych tendencji, które widzimy.(1)

W związku z tym, co dzieje się obecnie, chciałabym zatem wcielić w życie nauki Hansa Roslinga i w duchu posybilizmu napisać o aktualnej pandemii i co w związku z tym staje się możliwe.

Pandemię koronawirusa (SARS-CoV-2) w roku 2020 warto ostrożnie porównać z pandemią grypy z roku 1918. W epidemii roku 1918 zginęło kilkadziesiąt milionów ludzi. Pomimo, że było to zaledwie sto lat temu, nie wiemy nawet dokładnie, ilu ludzi zginęło. W roku 1920 odsetek osób piśmiennych na świecie wynosił ok 31%.(2) W 2016 r., odsetek osób piśmiennych wynosił na świecie ponad 86%.

Porównywanie pandemii z 1918 r. z dzisiejszą budzi sprzeciw, choćby z tego powodu, że COVID-19 jest chorobą mniej groźną, niż grypa z 1918 r. Ćwiczenie to jednak warto wykonać aby dostrzec, jak bardzo zmienił się świat od tego czasu. Znakomity artykuł na ten temat można przeczytać zresztą w czasopiśmie The Atlantic, gdzie opisano postęp rozwoju medycyny w ostatnim stuleciu (przykładowo, podczas pandemii grypy z 1918 r. nie wiedziano jeszcze o istnieniu wirusów, które odkryto dopiero w roku 1933, a mikroskopowo zbadano dopiero w roku 1940). Ciekawe jednak są także społeczne strony rozwoju ludzkości w ostatnich 100 latach, mniej związane z medycyną, a bardziej z rozwojem edukacji i technik komunikacji.

Pandemia grypy w roku 1918 miała miejsce w świecie całkowicie rozbitym bezprecedensowo krwawą I wojną światową. Nie tylko nie było wówczas mowy o międzynarodowej współpracy – kraje uznawane za cywilizowane zajmowały się wówczas sformalizowanym wzajemnym wyniszczaniem, czy to bronią palną, czy z użyciem śmiercionośnych gazów, przez osłabienie ciała i ducha tkwiących w okopach żołnierzy, jak i przez osłabianie wspierających ich gospodarek narodowych kosztem cywilów. Świat ten do indywidualnej komunikacji posługiwał się głównie pocztą – telegram i telefon nie były jeszcze w powszechnym użyciu. Kupowanie odbiorników radiowych do prywatnego użytku zaczęło się właściwie po I wojnie światowej, a więc do uzyskiwania informacji o świecie pozostawało czytanie prasy, jeśli była dostępna. Oczywiście, o ile dana osoba była piśmienna. Dlatego tak zbawienne były ówczesne wysiłki nieustraszonych pozytywistów XX w., żeby przynajmniej wyposażyć młodzież w umiejętność czytania i podstawową wiedzę.

Refleksja, jaka przyszła w trakcie i po I wojnie światowej, doprowadziła do przyznania kobietom praw wyborczych (nie mogłam się powstrzymać przed wtrąceniem tego tutaj), powstania licznych państw (w tym odrodzenia Polski) i stworzenia Ligi Narodów. W ramach Ligi Narodów, powstała w roku 1920 Organizacja Zdrowia przy Lidze Narodów. Po II wojnie światowej, Organizacja Narodów Zjednoczonych powołała Światową Organizację Zdrowia (WHO), włączając do niej także inne organizacje zajmujące się zdrowiem.(3) Choć WHO krytykowana jest niekiedy za to, że jest organizacją polityczną, ważącą zawsze interesy ekonomiczne i społeczne obok zaleceń zdrowotnych, fakt, że mamy dziś Światową Organizację Zdrowia odróżnia nasze czasy od czasów pandemii z 1918 r.

Dziś mamy piśmienną, skomunikowaną dzięki sieci Internet społeczność międzynarodową, której członkowie zresztą od wielu lat intensywnie zajmują się pogłębianiem wiedzy. Poszukując rzetelnych informacji na dowolny temat możemy znaleźć takie bogactwo źródeł, że wręcz trudno wybrać. Posługujemy się zatem crowdsourcingiem, wspierając się w ramach swoich sieci w odsiewaniu informacji przydatnych od nieprzydatnych. Ludzie nauki potrafią dziś tworzyć takie teksty, modele i wizualizacje, które może zrozumieć osoba niezajmująca się tą dziedziną, a czasem nawet dziecko. Członkowie tej społeczności dzielą się wiedzą, którą zdobyli – nie musi być to zresztą zawsze wiedza fachowa, ale na przykład wiedza o tym, skąd czerpać informacje, czyje informacje są rzetelne, komu warto ufać i dlaczego. Wkład ten może też polegać na przełożeniu wiedzy na inny język, na trafieniu do innej grupy docelowej dzięki użyciu innego stylu i grupy zasięgu czy na interdyscyplinarnym połączeniu wiedzy z różnych dziedzin.

Ludzie uczestniczący w tej wymianie poświęcają mnóstwo swojego czasu na to, aby odwieść osoby, z którymi mają styczność, od przekonań niezgodnych z ich przekonaniami. Kończy się to zwykle drobnymi awanturami, ale sam fakt, że dyskutujemy z taką mocą świadczy o tym, jak bardzo kwestia przekonań i wiedzy innych osób jest dla nas ważna. Oczywiste są też w tym kontekście spory na styku religijności i wiedzy, jednak nie powinno się tracić z oczu faktu, że dla ogromnej rzeszy ludzi wiedza stała się nie tylko drogą do osiągnięcia innych celów, ale wręcz celem samym w sobie. Sama zresztą w duchu tej ścieżki napisałam artykuł, w którym jednocześnie chciałam zwrócić uwagę na etykę w mediach, ale z drugiej być może przekonać niektórych do noszenia maseczek ochronnych, do czego sama byłam przekonana na początku lutego 2020, kiedy napisałam ten tekst.

Od kilku dni obserwuję w sieci nie tylko podejmowane na świecie naukowo ugruntowane decyzje w sprawie walki z rozprzestrzenianiem się choroby, ale przede toczącą się mediach społecznościowych oddolną akcję informacyjną. Napawa to tym “posybilizmem”, o którym pisał Hans Rosling. Sytuacja jest poważna, ale jednocześnie sposób reakcji na nią przez międzynarodową społeczność budzi ogromne nadzieje nie tylko na powstrzymanie epidemii, ale także na czasy, które przyjdą po niej. Okazuje się bowiem, że ogromna liczba ludzi zwraca się w czasach niepokoju ku nauce i robi to właśnie wtedy, kiedy reakcja jednostek, a nie tylko instytucji, jest tak ważna. Sukces w zwalczeniu choroby będzie zależał od indywidualnych zachowań w takim samym stopniu, jak od reakcji państw. Niezbędne jest przecież nie tylko centralne zarządzanie ochroną zdrowia i bezpieczeństwem publicznym, ale też takie “drobnostki”, jak ograniczenie spotkań, zgromadzeń i mycie rąk, czego przecież centralnie kontrolować się nie da. A jeśli w czasie niepokoju dzisiejsza międzynarodowa społeczność jest tak chłonna na wiedzę, kto wie, może po zakończeniu pandemii znajdziemy się w świecie, który będzie gotowy na stawienie czoła innym problemom naukowym, takim jak niebezpiecznie rosnąca temperatura naszych zaśmieconych oceanów.

Jeśli ktoś ma ochotę na więcej posybilizmu, zachęcam do odwiedzenia strony gapminder.org.

(1) “As a possibilist, I see all this progress, and it fills me with conviction and hope that further progress is possible. This is not optimistic. It is having a clear and reasonable idea about how things are. It is having a worldview that is constructive and useful.”

Factfulness, H. Rosling, O. Rosling, A. Rossling-Ronnlund

(2) M Roser, E. Ortiz-Espina, Literacy, 2018, https://ourworldindata.org/literacy

(3) Wikipedia, 2020 https://en.wikipedia.org/wiki/World_Health_Organization