OZZ czyli jak poczułam dumę z republiki

Biuletyn SACEM, najstarszej na świecie, francuskiej organizacji zbiorowego zarządzania prawami do publicznych wykonań – dokument z lat trzydziestych, dostępny w archiwach cyfrowych Biblioteki Cyfrowej Republiki Francuskiej, Gallica.

OZZ czyli organizacje zbiorowego zarządzania prawami autorskimi są z nami „od zawsze”, a konkretnie od ponad stu lat i mają się nieźle. Może jednak właśnie dlatego, że są to organizacje o tak długiej tradycji, czasem niełatwo je zrozumieć.

Jako prawnik z doświadczeniem w analizie i wydobywaniu rozmaitych dokumentów, w szczególności akt sądowych, i jako badacz, trafiłam do zespołu autorów, naukowców i pisarzy, pracujących nad książką o spuściźnie prawniczej znanego literata. Projekt ten jest finansowany ze środków publicznych, co motywuje do dociekliwości w prowadzonych poszukiwaniach. A także powodowało u mnie początkowo pewną tremę – projekt finansowany przez republikę to poważna sprawa.

Zupełnie niewinnie i bez bojowego nastawienia, jakie może czasem cechować zawodowych prawników, zwróciłam się do organizacji zbiorowego zarządzania o informacje w zakresie mojej kwerendy. Telefonicznie i mailowo, a nawet osobiście, bez nadęcia, bez wstępnych analiz, legitymując się li tylko informacją o mojej misji. Organizacja sprawna, wręcz wspaniale zorganizowana. Nie mam do niej żadnego szczególnego nastawienia. Czasem czytałam coś pozytywnego, czasem jakąś krytykę, ale podchodzę do niej neutralnie, bo niby i czemu miałabym podchodzić szczególnie lub nieszczególnie. Jedyne, na czym mi zależy, to wykonać misję nie pomijając żadnego wątku. Wiadomo, że rezultatów przewidzieć się nie da, należy jednak podjąć należytą staranność w dotarciu do celu. W przypadku badań, cel jest bardzo niedookreślony, ale tym ciekawiej się pracuje.

Początkowo nastawiona neutralnie i z ciekawością, już po kilku pierwszych próbach kontaktu, zaczęłam się na OZZ denerwować i sama z początku nie wiedziałam dlaczego. Bo czy moją jest winą, że nie otrzymuję praktycznie nic, co mogłoby uczynić zadość finansowanym przez republikę badaniom? Że wszędzie napotykam zakazy i ograniczenia? Czy to brak moich jakichś szczególnych umiejętności? Czy brak dyplomacji, albo taktu, albo znajomości wewnętrznego języka jakiejś branży (branż jest bardzo wiele przecież), albo jawnego wsparcia opiekunów naukowych projektu? Może ubrałam się za mało oficjalnie, nie pokazałam listu wizytowego, może pierwsza publikacja za długo czekała na druk, może jeszcze coś innego nie poszło?

Miesiące mijają, a ja otrzymuję mnóstwo ciekawych materiałów z innych instytucji. Nigdzie nie natrafiam na żaden opór – wręcz przeciwnie. Wszyscy chcą mi pomóc. Wszyscy chcą, by archiwa pracowały. Wyraźnie lubią swoją pracę, chętnie wpuszczają na zaplecze, a moje najdziwniejsze archiwalne fanaberie przyjmują z godnością i humorem. Moje naiwne nieraz prośby podróżują między departamentami bez mojej wiedzy i narzekań, ludzie poświęcają mi to pół godziny, to godzinę albo i więcej, w rozmowach telefonicznych i poszukiwaniach. Pracownicy cierpliwie tłumaczą procedury. Instytucje odpowiadają oficjalnymi pismami. Odpowiadają tak po zgłoszeniu pytania do osób, które pierwszy dzień były w pracy, kiedy Fabian zaczęła je zanudzać przedziwnymi pytaniami. Międzynarodowe organizacje odpowiadają w jedną godzinę na zapytanie wysłane formularzem dwa dni przed Wigilią Bożego Narodzenia.

Tymczasem OZZ milczy w jednych sprawach, a coraz dziwniej odpowiada na kolejne zapytania. Naprawdę nie rozumiejąc, czym zawiniłam, sięgam wreszcie do narzędzia pracy prawniczej, jakim jest baza danych prawniczych. I znajduję! Otóż organizacje zbiorowego zarządzania nie podlegają ustawie o dostępie do informacji publicznej. Tak orzekł Naczelny Sąd Administracyjny wyrokiem z dn. 30 stycznia 2014 r., sygn. akt I OSK 1981/13. Nie można się zatem dziwić, że nie mają w związku z tym obowiązku udzielać odpowiedzi na pytania. Nie muszą także prowadzić archiwów ani ich udostępniać. W zasadzie w ogóle realizują wszelkie zapytania i aktywności kronikarskie z nieprzymuszonej woli.

Jest dla mnie zagadką, dlaczego na pierwsze moje zapytanie nie dostałam po prostu odpowiedzi, że, zgodnie z orzecznictwem sądów administracyjnych, OZZ nie udziela dostępu do informacji publicznej, bo nie podlega ustawie, a także nie udostępnia archiwów osobom trzecim, bo nie ma takiego obowiązku. Resentyment zerowy, prawo tak stanowi i sprawa zamknięta. Zupełnie bym się tym nie przejęła – staranność nie wymaga ode mnie zanudzania pytaniami instytucji, która nie ma obowiązku odpowiadać i w zasadzie nawet czytać moich przeróżnych zapytań. A tak sytuację swoją zrozumiałam dopiero po długich miesiącach cierpliwego oczekiwania, który był ostatecznie czasem straconym. I, co gorsza, niepotrzebnie się denerwowałam, bo bezsensem jest denerwować się na prawo.

Niespodziewanie nauka z tej historii jest pozytywna. Zrozumiałam wreszcie, pomimo tylu lat studiów, nauki i praktyki, pierwszy raz po tylu latach, że powinniśmy być dumni z republiki. W mediach czytamy tylko o sprawach, kiedy państwo nie zrealizowało czyichś praw i wolności, kiedy zawiodło, kiedy system się wypaczył, ktoś uchwalił złe prawo, wydał złą decyzję, przewlekł postępowanie albo napisał fatalny wyrok. A tymczasem w państwie mnóstwo rzeczy działa jak w zegarku. W republice, instytucje publiczne mają obowiązek odpowiadać na pytania i robią to profesjonalnie, cierpliwie, często usprawniając wielokrotnym tłumaczeniem w ciągu dnia fatalnie niedopracowany system komputerowy albo reagując doraźnie na jakiś kryzys. Dajmy na to, na pandemię koronawirusa. Biorąc pod uwagę, jak działają i faktycznie poważnie pracują instytucje, pomimo ciągłej wymiany kadr politycznych, niedoregulowania jednych zagadnień i przeregulowania innych, braku nieraz potrzebnych reform, często na przestarzałej infrastrukturze i ze wszystkimi innymi trudnościami, których nie sposób wymienić, ale działają, ogarnia mnie autentyczna duma z republiki. Gdyby tym działającym jak w zegarku sieciom profesjonalistów inteligentnie pomóc, mogłaby z tego powstać mieszanka iście wybuchowa.

Republika nie różnicuje, kto się do niej zwraca. Wszyscy mają takie samo prawo do korzystania z jej instytucji i publicznych zasobów, a kwestie szczegółowe zależą od prawa i regulaminów, które są dla wszystkich w zasadzie jednakowe i jawne. Równość, rezygnacja z podziałów i przyrodzonych przywilejów, republika. Kiedy martwimy się, że ta czy inna kwestia nie doczekała się jeszcze nowelizacji, jakaś kwestia pozostaje niejawna albo kogoś potraktowano specjalnie, nie wiedzieć czemu, albo odmówiono wsparcia, warto pamiętać o tych milionach spraw, gdzie faktycznie wszyscy mają równe szanse, równy dostęp i zawsze otrzymają wyjaśnienia.