Tworzenie prawa przez Izbę Odwoławczą

W polskim Business Insiderze przeczytałam dziś rano druzgocące wieści: „Precedensowy wyrok Krajowej Izby Odwoławczej. Ogromne konsekwencje dla rynku”. Z artykułu dowiadujemy się, że KIO uznała w jednym postępowaniu ofertę zeskanowaną i opatrzoną podpisem elektronicznym za niesporządzoną w formie elektronicznej (i przez to niebędącą dokumentem elektronicznym). KIO zaleca sporządzanie ofert w formie elektronicznej, a następnie opatrzenie podpisem elektronicznym tak sporządzonej oferty.

Business Insider cytuje w artykule wypowiedzi zawarte w artykule Sławomira Wikariaka z Dziennika Gazety Prawnej – umieszczam tutaj link do tej właśnie publikacji, a nie wpisu w Business Insiderze, o którym za chwilę.

W polskim systemie prawnym nie istnieje coś takiego, jak precedens. O precedensie mówi się potocznie, to słowo przyswoiło się nam zapewne dzięki wystawieniu na kulturę anglojęzyczną (w państwach common-law obowiązuje właśnie prawo precedensowe, sprowadzające się najprościej mówiąc do udzielenia sądom uprawnienia do tworzenia prawa w oparciu o konkretne stany faktyczne). Dlatego w odniesieniu do wyroków, które z jakiegoś powodu zaskakują, posługujemy się terminem „precedensowy”. Nie oznacza to jednak, że powstaje precedens, rozumiany jako źródło prawa, gdyż w naszym systemie prawnym nie dopuszcza się tworzenia prawa przez sądy.

Zwykle w kontekście dyskusji o źródłach prawa przywołuje się Konstytucję RP, gdzie te źródła mają być wymienione. Są to źródła stanowione, takie jak ustawy. Prawnicy wiedzą jednak, że temat jest bardziej złożony, gdyż faktycznych źródeł prawa jest więcej, niż wskazywałaby literalnie ustawa zasadnicza. Problem z niezrozumieniem źródeł prawa nie jest jednak wyłącznie dogmatyczny i akademicki, na co wskazuje nagłówek z Business Insidera. Ktoś mniej obeznany z zasadami funkcjonowania polskiego systemu prawnego może pomyśleć, że oto Krajowa Izba Odwoławcza (czyli nawet, nominalnie, nie sąd), a może nawet jacyś sędziowie (w odróżnieniu od sądu) stworzyli w Polsce nowe prawo i uczynili to niejako z zaskoczenia. Tymczasem po głębszym przyjrzeniu się problemowi (wyrok KIO z 5 stycznia 2018 r., sygn. akt KIO 2611/18) widzimy, że KIO stosuje prawo, które było dodatkowo wyjaśniane przez Urząd Zamówień Publicznych. Zatem nie tyle prawo to tworzy, ale przełamuje powszechną praktykę, by stosować nowe prawo wprowadzone ustawą przez Sejm.

Pytanie teraz, czy termin „precedensowy” na prawo, które nas „zaskakuje”, nie tworzy jakiegoś problemu. Bo faktem jest, że w Polsce tworzy się za dużo nowego prawa, robi się to za szybko, wbrew ograniczonej chłonności na zmiany po stronie obywateli (co uzasadnione i naturalne), wbrew pogarszającej się jakości prawa, wbrew zasadom legislacyjnym, a coraz częściej w okolicznościach nieprzystających do powagi polskiego parlamentu. Jednak winni temu „zaskoczeniu” nie są sędziowie. Nie oni tworzą precedens, nie oni prawo zmieniają, nie oni je tworzą. Stoją jednak na pierwszej linii frontu adaptowania się obywateli do zmian. To oni wywołują zatem odzew w postaci paniki wokół unieważnianych przetargów. To na nich może spaść odium chaosu wywoływanego prawem wprowadzanym za szybko lub zawierającym inne wady związane z jego treścią lub procesem jego tworzenia (np. zbyt krótkim vacatio legis).

Niech to nawet zabrzmi prowokacyjnie, ale moim zdaniem sądy powinny mieć możliwość tworzenia prawa. Rola „siły autorytetu”, jaką mają wyroki sądów wyższych instancji, pomimo, że takie wyroki są powszechnie cytowane, to za mało. Skoro sądy zajmują się codziennie stosowaniem prawa i widzą jego skutki, znacznie lepiej niż politycy rozumieją jego znaczenie i wpływ na ludzi, społeczeństwo i gospodarkę. Sędziowie są bliżej obywateli i tacy powinni pozostać, zamiast zbliżać się do rządu i parlamentu. Byłabym za tym, aby zaskakiwały nas właśnie precendensy, zmiany w prawie wprowadzane na tle zmieniających się stanów faktycznych, czyli samego życia, a nie nowe ustawy. Obecnie jednak takie nagłówki (jak zacytowany na początku) wprowadzają w błąd.

[powyższy artykuł objęty jest licencją CC BY]