Wpis weekendowy: historia dwóch chlebów

Do napisania tego wpisu zainspirowała mnie historia przeżyta w lokalnej piekarni. Casus wygląda tak: zamówiłam tam dwie sztuki swojego ulubionego chleba, który przychodzi tylko dwa razy w tygodniu. Zaproponowano mi, że chleby zostaną dla mnie „odłożone”. We wtorek przed 1 maja przyszłam odebrać i zapłacić za dwa zamówione chleby, ale dowiedziałam się, że jeszcze nie przyjechały. Ponieważ zasiedziałam się we wtorek w jakiejś knajpie, nie przyszłam wieczorem. Potem, 2 maja, dowiedziałam się, że chlebów nie ma. Dziś natomiast dowiedziałam się, że jestem niesłowna i więcej piekarnia mi chlebów „nie odłoży”. Chleby zostały odesłane z powrotem do piekarni 30 kwietnia i nikt nich nie kupił.

Sytuacja ta dla prawnika wygląda nieco inaczej. Warto rozumieć, że nawet w piekarni zawieramy umowy i obowiązują dla nich w podstawowym zakresie takie same zasady, jak dla umów zawieranych przez wielkie korporacje.

Umowa cywilnoprawna może zostać zawarta ustnie i jest tak samo wiążąca. Nie musi mieć postaci spisanego kontraktu, jeśli dla określonych skutków prawnych czy ważności umowy ustawa lub umowa nie wymaga formy pisemnej. Zatem, w momencie umówienia się z piekarnią, że kupię dwa chleby określonego rodzaju, zawarłam z piekarnią konsumencką umowę sprzedaży. Umowa nasza zawierała bowiem essentialia negotii umowy sprzedaży: przedmiot, ilość i cenę, oraz obustronne zobowiązanie do wykonania zawartej umowy. A ja byłam konsumentem.

W starożytnym Rzymie kontrakt sprzedaży nazywał się „emptio-venditio”. Essentialia negotii umowy emptio-venditio stanowiły uzgodnienie (consensus) towaru (merx) i ceny (pretium). Więcej na ten temat można poczytać choćby w tym wpisie. W polskim Kodeksie cywilnym kontrakt sprzedaży uregulowano w art. 535 i następnych, jako pierwszą umowę nazwaną:

Art.535. Przez umowę sprzedaży sprzedawca zobowiązuje się przenieść na kupującego własność rzeczy i wydać mu rzecz, a kupujący zobowiązuje się rzecz odebrać i zapłacić sprzedawcy cenę.

Kontrakt sprzedaży jest rozwiązaniem mającym już kilka tysięcy lat i jest nawet starszy, niż pieniądz. W dzisiejszych regulacjach szczególną uwagę zwracamy na ochronę konsumenta, która jest novum stosunków cywilnoprawnych, nieznanym starożytnym prawnikom. W opisanej sytuacji, gdzie byłam konsumentem, moja ochrona wyraża się m.in. w tym, że niedopowiedzenia umowy interpretuje się na moją korzyść, a nie na korzyść piekarni, która jest przedsiębiorcą (interpretacja in favorem consumentis).

Zawarta z piekarnią umowa nie była zawarta z zastrzeżeniem żadnych dodatkowych warunków. Nie zobowiązałam się, że kupię dwa chleby we wtorek 30 kwietnia między godziną 12 a 18. Nie musiałam również posiadać wiedzy o tym, że tylko w tych godzinach (a nie na przykład dopiero w czwartek rano) mogę zrealizować zapłatę i odbiór. Zobowiązałam się do zakupu chlebów bez warunków i definitywnie.

Oznacza to, że odsyłając moje (!) dwa chleby z powrotem do producenta we wtorek pod koniec dnia piekarnia nie wywiązała się z umowy zawartej ze mną. Kiedy w czwartek pojawiłam się odebrać dwa chleby, które zamówiłam, a ich nie było, to piekarnia okazała się niesłowna, a nie ja. Inaczej mówiąc, to piekarnia naruszyła zawartą umowę, a nie ja. Chyba, że nie była to umowa sprzedaży, a jakieś inne uzgodnienie. Znowu – trudno powiedzieć jakie, bo posiadając tylko tych kilka ustaleń najłatwiej skonstruować umowę sprzedaży, a nie na przykład umowę przedwstępną (niewskazanie terminu) czy zobowiązanie do niesprzedawania dwóch chlebów innym klientom (brak osobnego wynagrodzenia za taką usługę).

Morał w tej historii jest taki, że przy zawieraniu umów – także ustnych – należy poświęcić minutę na ustalenie ich warunków. Nie zawsze możemy pozostawić warunki ślepemu losowi i przekonaniu, że druga osoba „ma obowiązek” wiedzieć, jakie są dodatkowe warunki. Szczególnie dotyczy to przedsiębiorcy w kontaktach z konsumentem. Nie pracując w piekarni nie znałam jej zwyczajów i to piekarnia powinna była mnie poinformować, że chleby mogę odebrać tylko w ciągu wskazanych 6 godzin, i to jeszcze przed zawarciem umowy. Mając taką wiedzę nie zawarłabym tej umowy lub inaczej zaplanowałabym swój dzień.

Osobnej analizie można poddać kwestię tego, czy piekarnia może uznać, że z racji naruszenia przez nią umowy ze mną ma prawo powstrzymywać się od zawierania ze mną umów w przyszłości (sankcja „piekarnia więcej chleba nie odłoży”).

Warto pamiętać, że nie znając podstawowych zasad prawa cywilnego możemy psuć relacje długoterminowe. Nie dochodząc do polubownych rozwiązań w sytuacjach tego rodzaju i nie wynosząc z nich nauczki na przyszłość, osiągamy tylko efekt „gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta”. Prawo jest często właśnie od tego, aby zastępować emocje sprawdzonymi rozwiązaniami i porządkować relacje.